Od początku...od korzeni :)
Mieszkam w małej miejscowości oddalonej o siedem kilometrów od Sanoka, o dziesięć razy tyle od Wetliny, która leży na styku Bieszczadzkiego Parku Narodowego i Cieśniańsko-Wetlińskiego Parku Krajobrazowego, żeby do niej dotrzeć trzeba przejechać Wielką Bieszczadzką Pętlę, co dla niektórych może być niespodziewanym dodatkowym parkiem rozrywki, albo katuszy.
Lecz nawet poza obszarem określonym jako park, ścieżkami turystycznymi można spotkać wiele pięknych miejsc, którym natura nie poskąpiła uroku. Wspaniałe są tutejsze lasy, łąki, potoki, drzewa.
Właśnie na nie chciałam zwrócić uwagę. O drzewach często mówi się, że potrafią przekazywać energię, że potrafią dzielić się nią z ludźmi. Mi się to wydaje wiarygodne. Naukowcy przeprowadzili badania wśród młodych kobiet w wieku 16-26 lat, 20% z nich rzadziej chorowało, gdy mieszkały w pobliżu lasu i drzew. Ponoć liście i igły drzew mają niesamowitą zdolność do neutralizowania bakterii. Gdy naukowcy zetknęli je z bateriami po 20 do 25 minut bakterie zniknęły. Do drzewa dobrze jest się przytulić, zrobić sobie herbatkę z lipy na przeziębienie, czy z liści brzozy na wypocenie, usunięcie toksyn. Ponoć kontakt z drzewem zalecali Aborygeni, ale także nasi przodkowie- Słowianie, o których od czasów gimnazjum uwielbiam czytać, rozprawiać i celebrować ich tradycje. Co wcale nie wyklucza mojego przywiązania do religii chrześcijańskiej. Myśląc o sympatii do drzew mam ochotę na odrobinę filozofii. Bardzo podoba mi się książka księdza Włodzimierza Sedlaka, fizyka, w której wysnuł koncept na jedność i harmonię natury. Jego zdaniem ja, ty, drzewo, mały żuczek na łące, lecący ptaszek, jesteśmy w pewien sposób jednością bowiem dzielimy tą samą informację pochodzącą z promieniowania słońca. Foton światła uderza w atom drzewa, elektron w jego atomie przeskakuje na wyższy poziom energetyczny, lecz za chwilę wypromieniowuje inny foton i wraca do poprzedniego stanu energetycznego.A kto wie czy za chwilę ów foton nie padnie na moją skórę, gdy spaceruję w lesie z uśmiechem na ustach, a na niebie świeci słonko? Zjawisko fotoelektryczne Alberta Einsteina może mieć szeroką wymowę. Słowianie mówili o jednym wielkim Drzewie Życia które wyrosło z istu (potu) najwyższego bóstwa Światowida, kawałka patyka na samym szczycie Weli. Drzewo Świata miało nieprawdopodobną moc twórczą z niego wyłoniły się gatunki ludzki, roślinny i zwierzęcy o nazwach: Zwierzowie,Zerywanie, Zróstowie. Każda gałązka z tego Drzewa była nazywana Kwiecistą gałązką z Drzewa Światła Świata, Drzewa Słońca albo Drzewa Ognistego. Ciekawe prawda? Doskonałym odtwórcą tych legend jest znany literata Czesław Białczyński, polecam wam i jego stronę o kulturze Słowian.
Komentarze
Prześlij komentarz